|
||||||
|
|
|
|||||
Domy do wynajęcia Limanowski, MałopolskieObecnie w Mamdom nie ma ofert w kategorii: Domy do wynajęcia LimanowskiOferty Agencji Nieruchomości w kategorii: Domy do wynajęcia LimanowskiSpróbuj:Artykuły Nieruchomości: Kraków i MałopolskieBetonowe osiedla zamiast zieleniRzeczpospolita - Środę, 17 Październik 2007Wielkie apartamentowce wdzierają się między góralskie domy i pensjonaty. Zabierają każdy wolny skrawek ziemi. Zakopiańczycy biją na alarm, że deweloperzy niszczą wygląd miasta, a jednocześnie za ciężkie pieniądze sprzedają im grunty Przy wjeździe do Zakopanego na wielkich planszach firmy deweloperskie reklamują nowe mieszkania i apartamenty. Za metr kwadratowy trzeba zapłacić 8,5 - 10 tys. zł, a w najlepszym miejscu i z atrakcyjnym widokiem nawet 12 - 15 tys. zł. - Mimo tych cen chętnych jest bardzo dużo. Kupno mieszkania w Zakopanem to świetna lokata kapitału - informuje zakopiańskie biuro Popieluch Nieruchomości. - Kiedyś szukano mieszkań w centrum miasta. Teraz nie ma to już znaczenia - każda lokalizacja jest dobra, byle to było Zakopane - dodaje Ireneusz Wasilewski z biura nieruchomości Pegaz. Apartamenty kupują zamożni ludzie z całej Polski, najwięcej z Krakowa, Warszawy i Śląska, ale także Polacy zamieszkali za granicą, zwłaszcza w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Pojawiają się też cudzoziemcy. W apartamentowcach mało kto mieszka na stałe. Właściciele wpadają do Zakopanego dwa - trzy razy w roku. Na pozostały czas mieszkania wynajmują turystom i nieźle zarabiają. W Internecie jest mnóstwo ofert wynajmu apartamentów tańszych niż hotele. - W ciągu roku przybywa u nas około pół tysiąca mieszkań na sprzedaż - szacuje burmistrz miasta Janusz Majcher. Pod Tatrami inwestują nie tylko lokalne firmy. Pojawili się deweloperzy z Warszawy, Krakowa i innych miast. Działki w cenie Wielki run na apartamenty sprawił, że ceny ziemi w Zakopanem rosną jak szalone. Za metr gruntu trzeba zapłacić około 200 euro, ale są atrakcyjne działki i po 500 euro. - A jeszcze siedem lat temu moi znajomi kupowali grunt po 35 dolarów za metr - przypomina Marcin Rząsa, właściciel zakopiańskiej galerii sztuki, syn znanego rzeźbiarza. - Deweloperzy psują nam Zakopane. Ich kilkupiętrowe apartamentowce wciskają się, gdzie się tylko da, niszczą urbanistyczny kształt Zakopanego. Musimy to powstrzymać - mówi Władysław Ustupski, który stoi na czele stowarzyszenia na rzecz Pardałówki i Antałówki Ojcowizna. Stowarzyszenie zrodziło się z protestu, gdy na Pardałówce, gdzie do niedawna były piękne łąki i domy jednorodzinne, powstawać zaczęły blokowiska. - Jak można tak budować! Wielkie gmachy ciasno postawione jeden przy drugim, bez dobrego dojazdu, parkingów i zieleni. Deweloper chce wykorzystać i zabetonować każdy skrawek ziemi - oburza się Ustupski, wskazując blokowisko na Pardałówce zasłaniające jednorodzinne domki sąsiadów. - Te inwestycje w rażący sposób zniszczyły turystyczno-wypoczynkowy charakter Pardałówki, która do tej pory była oazą zieleni i spokoju - piszą w swoim proteście członkowie lokalnego stowarzyszenia. - Miasto traci swój unikalny charakter, z łąkami i polanami wchodzącymi głęboko w samo centrum. Teraz to wszystko jest zabudowywane - krytykuje Marcin Rząsa. Pokazuje potężne wykopy pod budowę apartamentowca nieopodal wlotu do Doliny Strążyskiej. Gdziekolwiek się ruszyć, tam są już bloki: na Kozińcu, Krzeptówkach, za Strugą, na Małym Żywczańskim, pod Lipkami, na Gładkim. - Firmy łamią lub naginają prawo, aby zbudować jak największe budynki na jak najmniejszej przestrzeni - podkreśla Władysław Ustupski. - Nie ma dewelopera, do którego nie mielibyśmy zastrzeżeń - potwierdza Jan Kęsek, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Tylko wobec firmy Dom, która buduje bloki na Pardałówce, nadzór budowlany prowadzi 16 postępowań, głównie w sprawie odstępstw od projektów. Stwierdził też nieważność pozwoleń na budowę czterech szeregowców. Sprawa jest teraz w wojewódzkim sądzie administracyjnym. Ostatnio Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzje o warunkach zabudowy niektórych działek na Pardałówce, gdzie już powstały apartamentowce. Bloki obok domków Burmistrz Zakopanego Janusz Majcher wylicza grzechy deweloperów: budowanie domów większych i wyższych niż w projekcie, po sześć i siedem kondygnacji, występowanie o pozwolenie na zabudowę szeregową jednorodzinną, gdy faktycznie budowane są domy wielorodzinne, stosowanie różnych sztuczek architektonicznych i prawnych, aby swe praktyki zalegalizować. W pędzie do wykorzystania każdego metra drogiej ziemi powstają architektoniczne potworki, na osiedlach planowanych dla domów jednorodzinnych, a zabudowanych blokami, są problemy z wodą, kanalizacją, drogami dojazdowymi. Zarzuty odpiera Józef Pawlikowski-Bulcyk, deweloper inwestujący na Pardałówce. - W Zakopanem nie ma dużo terenów pod inwestycje, trzeba więc robić gęstą zabudowę. Zgodnie z tym, na co pozwalają przepisy. Nasi klienci są zadowoleni. A ci, co protestują, robią to z zazdrości, bo apartamenty są konkurencją dla ich pensjonatów - mówi Józef Pawlikowski-Bulcyk. - Górale to przewrotna i pazerna nacja - irytuje się inny deweloper, zastrzegając anonimowość. - Najpierw namawiają do kupienia od nich gruntu za zawrotną kasę. A potem się dziwią, że budujemy w sąsiedztwie bloki tak, by zwróciła się inwestycja w ziemię. I jeszcze organizują przeciwko nam protesty. Miasto bez planów Deweloperzy mogą się czuć bezkarni, bo Zakopane nie ma planu zagospodarowania przestrzennego miasta. Ważność poprzedniego wygasła z końcem 2003 roku. A bez planu budować można, jak się chce. Zwłaszcza że przepisy budowlane są niejasne i niespójne. Wystarczy, że w sąsiedztwie kupionej działki jest już jeden dom, wtedy urząd musi dać zgodę na budowę innych. - Nawet gdy odmówimy wydania warunków zabudowy, to inwestorzy odwołują się i w 90 procentach wygrywają w sądach - tłumaczą urzędnicy Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Zakopane. Kontrola NIK przeprowadzona niedawno w tym wydziale krytycznie oceniała uznaniowe wydawanie warunków zabudowy w ostatnich latach. Mało skuteczny jest też nadzór budowlany. Niedawno burmistrz odwołał z funkcji naczelnika wydziału urbanistyki i architektury. - Od lat 70. ubiegłego stulecia nie zdarzyło się jeszcze, żeby w Zakopanem rozebrano jakąś samowolkę. A takich nie brakuje - opowiada Jerzy Jurecki, dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego". Władze miasta chcą jak najszybciej zrobić nowy plan. Ale jest to kosztowne przedsięwzięcie: wydać trzeba około 20 mln zł. Miasta na to nie stać. - Robimy więc plany częściowe 18 enklaw wymagających najpilniejszych regulacji. Pięć z nich będzie gotowych jeszcze w tym roku, a pozostałe w ciągu dwóch - trzech lat - zapowiada burmistrz Majcher. Tymczasem najcenniejsze tereny w mieście trzeba chronić w inny sposób. Jesienią ubiegłego roku połowie terenów zakopiańscy radni nadali status parku kulturowego. W praktyce oznacza to, że do czasu uchwalenia planu zagospodarowania Zakopanego Urząd Miasta nie wydaje warunków zabudowy na tym obszarze. Powstrzymać to ma inwazję deweloperów: mogą teraz budować tylko obiekty, na które wcześniej dostali zgodę, albo szukać miejsca na terenach nieobjętych parkiem kulturowym. |
| |||||
|
SEO by How To SEO |
Website created and maintained by
link2light design
| ||||||